Ruchomy obrazek: Das Racist

The Mitchell Bros, I’m proud of you & I’mma let you finish but Das Racist (rapowe trio z Brooklynu, świeżuchna debiutancka płyta nosi tytuł Relax, tak wyjątkowo w gwoli informacji) have the best Michael Jackson themed video of all time. Niech spragnione fajności i polotu oczy cyberprzechodniów nacieszą się powyższą wersją reżyserską, która wyszła z montażowni twórczego tria kryjącego się pod nazwą Weird Days. Nie pozostaje nic więcej do doklikania.

Reklamy

Ruchomy obrazek: Björk

Liczba pojawiających się tu wspaniałości przekracza możliwości analityczne obecnej tu klawiotypistki. Zresztą, przy takich gigantach nie ma co nawet silić się na ambicję, bowiem w zderzeniu z takim ogromem i tak poniesie się sromotną porażkę. Pójdźmy zatem w suche Fuckty.pl: Björk. ”Crystalline”. Pierwszy ruchomy obrazek zwiastujący mający ukazać się 27 (does this JINX JINX JINX give you many Chills Chills Chills?) września, pierwszy od czterech lat album islandzkiej świtezianki zatytułowany Biophilia. Reżyseria: Fuckin’ Michel Gondry, merde! Świat przedstawiony może budzić drobne skojarzenia z Sufjanesque’wą wizją kosmosu przedstawioną w Adz czasach. Oh no, I didn’t. Ale jak już zostało to wspomniane – minimalnie i pojawiają się one jedynie wtedy, gdy ma się spaczony pomyślunek. Ojej! Ostatnia onomatopeja efektem przeciążenia feerycznością.

Czy trafiła W Ciebie ”Melancholia”?

Dzisiejszy wpis w tym dyszącym oraz wyjątkowo nieczystym brudnopisie, zaczynamy od pozdrowień dla wszystkich tych, którzy błądzą po cybersieci i cudnie dziwacznym sposobem trafiają tu po wystukaniu w okienku wyszukiwarki następujących haseł: ,,melancholia film muzyka”, ,,muzyka z filmu melancholia”, ,,melancholia film i muzyka”, ,,melancholia muzyka z filmu”, ,,muzyka do filmu melancholia”, ,,film melancholia muzyka”, ,,muzka do melancholii filmu”, ,,muzyka w filmie „melancholia””, ,,film melancholia+muzyka”, ,,melancholia muzyka z filmu”, ,,melancholia film, muzyka”, ,,melancholia film 2011 muzyka”, ,,melancholia muzyka do filmu” i … ,,lars”. Zaraz obok ,,ra-ra-ra-ah-ah-ah-roma-ro-ma-ma-gaga-ooh-la-la”, ,,ra ra ra ah ah ah roma ro ma ma gaga ooh la la” oraz ,,kolendy borzenarodzeniowe” (Bronek, czy to Ty?) są to obecnie najpopularniejsze frazy naprowadzające w stronę i na stronę. Niestety, nie znajdziecie tu odpowiedzi na swoje zapytania. Wprawdzie (nie)dzielny skryba tego tekstu uznał ,,Melancholię” za najbardziej optymistyczny film, jaki widział w ostatnim czasie (oh Lars, te ,,wszystkie twoje weltschmerze”), to nie jest w stanie pomóc nikomu w kwestiach melancholijnych, a tym bardziej muzycznych, zwłaszcza że jemu samemu przez ostatnie czterdzieści pięć minut seansu za soundtrack posłużyła kompozycja ”L’Âge d’Adz” par Sufjan Stevens, która bezwiednie i boleśnie włączała mu się w głowie (to zjawisko ma ponoć medyczną nazwę, ale w tym odcinku nie zadbamy o jej określenie).

Jedno jest za to pewne: wątki apokaliptyczne stają się coraz bardziej powszechne. Najwyraźniej, this is the Age of Adz! To jest Eternal living! I mimo że trasa, promująca tenże zrywający z dawnym banjo-porządkiem album, dobiega końca (i wszystkie odpustowe gadżety oraz kostiumy z fluorescencyjnej taśmy [wykonane z pomocą ponoć przez tego samego gostka, który odpowiada za ciuszki na trwającej właśnie trasie Rihanny, oh na na] będą musiały zostać schowane do pawlacza), w brooklińskim Prospect Park na początku sierpnia odbędą się dwa ostatnie koncerty Sufjy Stardusta & co. W związku z ich promocją wypuszczono zwiastun promujący (to całkiem wspaniałe popularyzować i rozgłaszać wieść o czymś, co już się kończy, non?), który stanowi jedną wielką ”nostalgię/ultra” (obvi, sans Frank Océan). Przedstawia on przecież montaż koncertowych zdarzeń europejskich kosmicznej odysei Drużyny Bazarkowego Pierścienia made in China! IT’S TOO MUCH (I need a moment, Kanye).

Dobra. Bądźmy poważni, na ile pozwalają na to niepoważne warunki tego przybytku: żeby zobaczyć to jeszcze raz, oddałabym w zamian (- W PIERWSZEJ OSOBIE NIESPODZIEWANIE WYRWAŁ SIĘ AUTOR WPISU!) na przykład 1 koncert Björk i 1 The Roots, a nawet 0,5 Craiga Davida, jako że tych pierwszych dziwnym splotem wydarzeń widziałam po 2 razy, a Krejdżinę aż 1,5. Zamieniłabym nawet wszystko to, czego jeszcze nie widziałam, oraz zdjęcie z Lechem Wałęsą. TO/TAMTO robiło TAKIE wrażenie, zaprawdę powiadam, a nie mogłam i mogę tego wyklikać, gdyż wszystko, co piszę (!) jest mniej lub bardziej udanym (z naciskiem na mniej) szkicem tego, co naprawdę chciałabym napisać (sic!). MUJ BORZE, jak ciemno w tym lesie. Jakby co, tekturowo-papiernokolorowy-taśmonowo-neononowy strój posiadam. Niby IT’S NOT SO IMPOSSIBLE, tak mówią. Hello Brooklyn, how you doin’? Co za Melancholia. W innym wypadku lepiej, żeby już trafiła.

2

Nadejszła okazja do cyfrowego, bo bez kleju i taśmy, wklejenia tu 2 obrazków, co ostatnio sprawiły-moi wiele radości. Dziś bowiem mija 2 rocznica odejścia do Krainy Nibylandii, waty cukrowej, Jednorożców i kwitnącego przez cały rok Kwiatu Paproci Tego, który przez cały swój ziemski żywot dawał nam TYLE radości (a potem okazało się, że Jemu samemu wcale tak wesoło nie było). Niniejszym, oto i one. Mimo wszystko, radujmy się.

Ruchomy obrazek: Twin Shadow

Literalnie odczytując tytuł Forget, album przyjmującego pseudonim Twin Shadow George‚a Lewisa Jr. został (przez skryptora tego tekstu) zapomniany i pomięty w roku jego premiery, czyli w tzw. 2k10. Pamięć jest jednak nie tylko zdolna do wykonania różnorakich wolt i akrobacji, ale także wymusza na swoich właścicielach potrzebę ciągłej renowacji. A zatem Cień, choć może przede wszystkim jego blaski, został odkurzony i zrehabilitowany, ku uciesze oraz zachwytowi Słuchacza, występującego tu w roli rzeczonego, acz zakamuflowanego w nawiasie parę linijek temu skryptora. Radość wciąż wydaje się nieskończona, bowiem właśnie zadebiutował kolejny ruchomy obrazek, ilustrujący zawartość dźwiękową Forget. Wideło do ”At My Heels” nie ma w sobie nic ordynarnego, o nie! (Chociaż to zależy także od tego, jak ten ostatni przymiotnik zostanie odczytany). W każdym razie i w jedynej okoliczności oto jest GL Junior, zaginiony syn Freddie’ego Mercury’ego, tudzież wąsiasty i śmierdzący, karaibski sprzedawca ryb i innego planktonu, oznaczony ruskimi znaczeniami. Wspominanie o tym, że dostarcza on wiele przyjemności zdaje się być zbędne. Koniec skryptu.

RadioEd

TEGO jest DUŻ00 za DUŻ00. Nie sposób znaleźć słów – wszystkie momentalnie tracą znaczenie, brzmienie i grafię – by wyrazić TO.

Oh Thommy, czy idziesz ty ”W stronę BLACK Swan(na)” ? Po poznaniu w Poznaniu zrozumiałam, iż jest w TYM wielki potencjał.

Ruchomy obrazek: Adele (ed. 2.0.)

TAMTO było tylko przystawką, TO jest dopiero danie główne serwowane przez Adele do zwiastującego album 21 singla ”Rolling in the Deep”. Jak widać, bo jak słychać wiadomo – niesłychanie!, nie oszczędzano na produktach. I to na pewno nie jest zwykła woda, to musi być uświetniona/uświęcona płynna substancja, która zresztą niezwykle łebsko i klawo została tu zastosowana. Jedynie ,,ideja” ninja, czy też innego samuraja, pozostaje dla autora wpisu tajemnicą, ale to chyba jest zgodne z ich tzw. filo. Dodatkowo, widoczny jest tutaj także m.in. pejzaż ścienny, który niektórym (autor wpisu) nasuwa skojarzenia z okładką albumu o bardzo dumnym tytule, tj. Our Love to Admire Interpolu. To się idealnie składa, bowiem u Adele wszystko także zdaje się być takie dumne. I zacne. To się chwali. Teraźniejszość nie obfituje przecież w nadmiar rzeczy, które 0tomacztynie nie wywoływałyby znaczącego przewrotu, bynajmniej nie majowego, acz oczami. Podsumowując zatem, :Roll Eye: < ''Rolling in the Deep”.

Oh, ”Boy” !

22 listopada na rynek trafi wydawnictwo zatytułowane ”Michael Jackson’s Vision”, które zawierać będzie cztery i półgodziny pełne teledysków oraz krótkometrażowych filmów w nowej, odkurzonej i udoskonalonej zgodnie z normami XXI wieku jakości. Ma zebrać w jednym miejscu wszystko to, co najlepsze MJ zaprezentował na ekranach naszych odbiorników w trakcie swojej kariery, a także kilka bonusów. Klawo. Ale jak owa wizja Michaela Jacksona rzeczywiście przekładała/przekłada się na te nasze, górnolotnie rzecz ujmując, życie ? Jaki miała/ma na nie wpływ? O sile marzeń, fantazji i nadziei, jakie niosła ze sobą postać Jacksona w skrócie ogromnym, i trzeba przyznać – patetycznym (głównie to mea culpa, dodatkowo winię niedający się wyplenić wpływ Pawła Królika), opowiada nowozelandzki film ”Boy” w reżyserii Taika Waititi. Zaliczywszy po drodze z kraju Kiwi parę całkiem prestiżowych festiwali (Berlin, Sundance), na początku października wszedł on do polskich kin, jednak w bardzo ograniczonej liczbie kopii (ponoć 3 czy 4). Jego plakat zatem nie krzyczy do zgromadzonej na ulicach gawiedzi z każdego słupa ogłoszeniowego. Niemniej, jeśli zaistniałaby taka okazja, owa produkcja filmowa – smaczna i zdrowa, byłaby dysząco i gorąco zalecana do spożycia. Nie bez powodu przecież mówią, że je się oczami. A ”Boy” jawi się jako jeden z tych małych, ale wielkich filmów; w odróżnieniu oczywiście od obrazów wielkich, ale małych. Jest zabawny, inteligenty, absolutnie odjechany, wyjechany i niebanalny. Główni bohaterowie w mig zyskują naszą sympatię i szczere uznanie dla swego dość niestandardowego sposobu bycia, motyw MJ i E.T. gra w tej orkiestrze pierwsze skrzypce, a końcowa scena bije na głowę milicyjną pałą ten pseudo bollywoodzki taniec dworcowy ze ”Slumdog Millionaire‚a”. W ogóle ”Slumdog”? Pff! Ale ”Boy” ? Oh, boy!