Ruchomy obrazek: WU LYF

Odkąd grupa WU LYF, której ruchome wizualia wypłynęły właśnie na cyfrowe wody blogosfery – o czym za chwilę, pojawiła się na muzycznej scenie, wielu snuje teorie, przedstawia argumenty ”za” bądź też ”przeciw” głębokości, tudzież płytkości i naiwności tego muzycznego projektu. Pojawiają się nawet głosy, iż jest to jedynie niezal (vide indie) ekwiwalent hiphopowego kolektywu Odd Future. No nic mnie nie wiadomo na ten bez wątpienia ważki oraz zajmujący temat. Na mój chłopski rozum prosto z suburbiów WU LYF jest raptem dźwiękową imaginacją; tym, co byłoby, gdyby z dźwiękowej miłości Animal Collective i Sigur Rós narodził się bardzo, bardzo, BARDZO wrzeszczący, nieznośny i przesmarkaty dzieciak. Takie są najlepsze, zwłaszcza nie wymagany jest bezpośredni kontakt z nimi. W każdym razie, tenże krzykliwy smarkacz rzucił w ekrany odbiorników swoim nowym wideoklipem, zrealizowanym do najradośniejszej, najszczęśliwszej, najpozytywniejszej ostatnio dla mnie pieśni, która jako jedyna jest zdolna wyciągnąć zainteresowaną z postępującego, listopadowego Marazmu, wiadomo. W obrazku, zgodnie z panującą ostatnimi czasy tendencją, patrz: ”The SuburbsArcade Fire, ”Midnight CityM83, mamy tzw. młodzież, biegnącą przez suburbia, tereny rolnicze, leśne, nadmorskie czy inne szeroko pojęte środowisko naturalne, inaczej łono natury. To, co zewnętrzne nie jest jednak w tym wypadku najistotniejsze. Bardziej bowiem liczy się poruszana tutaj kwestia, to znaczy … R WE BROS? WE BROS ❤

Ruchomy obrazek: Frank Ocean

Frank Ocean nie wziął pod uwagę objawów syndromu ”nadbałtyckiej neurozy” i szalejącym wrześniem pozwolił wyjść z portu swej kreatywności ruchomym obrazkom do utworu ”Swim Good”, który – jak to u Oceana – mówi o potrzebie zaznania oceana, tudzież kąpieli właśnie w nim. Zdaje się, iż jest to najulubieńszy kawałek darmowego albumu nostalgia/ultra Autora Wpisu. Oczywiście, początkowo zupełnie inaczej go sobie wizualizował. Choć oczy wewnętrzne widziały raczej fragmenty niedoścignionych ”Sześciu stóp pod ziemią” (ze względu na padające pojęcia: black suit & funeral), ostatecznie za sprawą reżysera, niejakiego NABILa, oczom zewnętrznym ukazał się materiał filmowy trącący bardziej (lub mniej) Jarmuschowskim Ghost Dogiem: Drogą Samuraja. W sumie (i w różnicy) też dobrze. Ponoć oranże niezwykle w Vogue’u w tym sezonie. I podobno w buddyzmie symbolizują wyzbycie się pragnień, te oranże. Niesamowicie przystają zatem do Frankowego przekazu zawartego w Oceanowym dziele.

PJ Drums

* 2 kawałki pod 1 mokrym tytułem, eksplorujące 1 śliski temat. Wiecie, ”1+1” = 2, a w przypadku Beyoncé nawet 4.

1. PJ Harvey z albumu To Bring You My Love, rok 1995. Zaś w 2011 Polly Jean za pośrednictwem swojego ósmego z kolei albumu nawoływała Anglię do zatrzęsienia się, co też Anglia posłusznie uczyniła w sierpniu tego samego roku. Na fizycznie nieistniejącym marginesie można dodać, że wspomniany krążek, tudzież pliki muzyki zatytułowane właśnie Let England Shake, wypadają wspaniale, gdy wymiesza się je naprzemiennie z utworami pochodzącymi z płyty New Amerykah Part One (4th World War) autorstwa niejakiej Eryki Badu. Czasami po prostu jedna płyta lepiej oddaje drugą. Albo jedna zyskuje więcej poprzez drugą. Lub też obydwie zyskują dzięki sobie nawzajem. Let Amerykah Shake to zatem niezwykłe dźwiękowe doświadczenie, godne najwyższego poświęcenia i polecenia.

2. 2010, The Drums z płyty The Drums. Obecnie zespół promuje już drugi, wydany 2 września album Portamento. To najprawdziwszy strach sięgać po nowe nagrania rok po wydaniu poprzednich nagrań, ponieważ mogą to być odrzuty z nagrań jeszcze wcześniejszych niż wcześniej wydane. Tak mówią statystyki, a statystyka to nauka. W każdym razie tutaj Drumsowi (sans bass) chłopcy jeszcze w ubiegłorocznych, nieco Lynchowskich klimatach, chociaż nie uświadczymy tu żadnego karła, ani podłogi we wzór szachownicy. Choć to może być tylko wrażenie, gdy jest się w trakcie odkrywania ”Miasteczka Twin Peaks” na nowo, do czego również warto zachęcić wszystkich przechodzących na tę stronę przechodniów. Uważajcie na pasach.

Ruchomy obrazek: Das Racist

The Mitchell Bros, I’m proud of you & I’mma let you finish but Das Racist (rapowe trio z Brooklynu, świeżuchna debiutancka płyta nosi tytuł Relax, tak wyjątkowo w gwoli informacji) have the best Michael Jackson themed video of all time. Niech spragnione fajności i polotu oczy cyberprzechodniów nacieszą się powyższą wersją reżyserską, która wyszła z montażowni twórczego tria kryjącego się pod nazwą Weird Days. Nie pozostaje nic więcej do doklikania.

Ruchomy obrazek: The National

… Hubert von Schnapss (…) starał się tam o zbudowanie pod Grunwaldem gigantycznego pomnika upamiętniającego bitwę. Poza resortem zarabiał na życie brzuchomóstwem, wynajmował się za klauna i naśladował głosy postaci z bajek. Kilka tygodni temu popełnił samobójstwo.

Źródełko: GW, 08/08/11.

Woo-hoo!, deszcze oraz dreszcze niespokojne, chili chills chills chills! To jest/był istny Klaun Liryczny. Kolejny dowód na to, że rzeczywistość potrafi być mroczniejsza i bardziej zwichrowana niż nawet najciemniejsza fantazja powstała w umyśle siedzącego właśnie na T(h)ronie Kanye Westa. Jakoś tak się skojarzyło, złożyło i połączyło, że klauna Lirycznego z nieodłączną, skarpetową pacynką można zobaczyć również w najnowszym ruchomym obrazku grupy The National, powstałym do utworu ”Exile, Vilify”. Kawałek w pierwszej kolejności posłużył za tło muzyczne gry Portal 2, zaś w drugiej jako pretekst i główne narzędzie w konkursie osobiście (o)sądzonym przez grupę, który polegał właśnie na stworzeniu wideoklipu do i dla niego. Oto szanowny i zasłużony zwycięzca. Wydaje się, że nie ma nic bardziej wzruszającego na tym ziemskim padole niż bure, brzydkie zabawki, śpiewające smutne piosenki w pięknych okolicznościach przyrody. Istotnie. Jest jeszcze drugi laureat wspomnianej rywalizacji i przybiera on formę animowaną, jednak po ostatnich eksperymentach w tej materii, występuje konieczność odmowy wklejenia go tutaj w celu uniknięcia bolesnych porównań i ochrony wizerunku.

Ruchomy obrazek: Björk

Liczba pojawiających się tu wspaniałości przekracza możliwości analityczne obecnej tu klawiotypistki. Zresztą, przy takich gigantach nie ma co nawet silić się na ambicję, bowiem w zderzeniu z takim ogromem i tak poniesie się sromotną porażkę. Pójdźmy zatem w suche Fuckty.pl: Björk. ”Crystalline”. Pierwszy ruchomy obrazek zwiastujący mający ukazać się 27 (does this JINX JINX JINX give you many Chills Chills Chills?) września, pierwszy od czterech lat album islandzkiej świtezianki zatytułowany Biophilia. Reżyseria: Fuckin’ Michel Gondry, merde! Świat przedstawiony może budzić drobne skojarzenia z Sufjanesque’wą wizją kosmosu przedstawioną w Adz czasach. Oh no, I didn’t. Ale jak już zostało to wspomniane – minimalnie i pojawiają się one jedynie wtedy, gdy ma się spaczony pomyślunek. Ojej! Ostatnia onomatopeja efektem przeciążenia feerycznością.

Ruchomy obrazek: BORZE!

W tygodniu, w którym prowadzę intensywną korespondencję, a raczej spamodencję, z Jezusem Chrystusem (BORZE!), zastanawiając się przy tym, czy może faktycznie nie powinnam wyświadczyć sobie przysługi i nie Get real, get right with the Lord (i nie (PO)być PRO N[o]UN!), jako że w mojej (nie)codziennej egzystencji ma miejsce zdecydowanie za dużo dystrakcji, które to z kolei prowadzą do nadmiernej destylacji, autor sparafrazowanych wcześniej słów, a także melodii do nich, wypuszcza ilustrujący całą kompozycję obrazek. Obrazek składa się z obrazów (!) Proroka Royala Robertsona, które to artysta sam zaanimował, a Deborah Johnson zmontowała. Ta ostatnia, odpowiadająca także za przepyszne oraz smakowicie dobre (co za zepsucie!) animacje na ostatniej trasie wspomnianego muzyka, wypowiedziała się ostatnio w całkiem intrygującym artykule, dotyczącym tego jak ekrany – tak, ekrany! – zmieniły postrzeganie koncertów na żywo, bo przecież nie w studio. Tekst aż prosi się o zalinkowanie. Oto zarzucona lina. I oto również materiał wideo, o którym mowa, i pisownia, była wcześniej. Niestety, na razie nie da się tu wkleić faktycznego klipu, jako że został on przytrzymany podłym wielozębem pitchforka i zupełnie nie wiem, jak go odkleić. Poza tym, za dużo dystrakcji. Albo destylacji. Dlatego też trzeba zadowolić się wersją wytresowaną na trasie. Voilà.

!Edycja!: faktyczny klip po wybraniu opcji ,,czytaj resztę wpisu”: Czytaj dalej

Czy trafiła W Ciebie ”Melancholia”?

Dzisiejszy wpis w tym dyszącym oraz wyjątkowo nieczystym brudnopisie, zaczynamy od pozdrowień dla wszystkich tych, którzy błądzą po cybersieci i cudnie dziwacznym sposobem trafiają tu po wystukaniu w okienku wyszukiwarki następujących haseł: ,,melancholia film muzyka”, ,,muzyka z filmu melancholia”, ,,melancholia film i muzyka”, ,,melancholia muzyka z filmu”, ,,muzyka do filmu melancholia”, ,,film melancholia muzyka”, ,,muzka do melancholii filmu”, ,,muzyka w filmie „melancholia””, ,,film melancholia+muzyka”, ,,melancholia muzyka z filmu”, ,,melancholia film, muzyka”, ,,melancholia film 2011 muzyka”, ,,melancholia muzyka do filmu” i … ,,lars”. Zaraz obok ,,ra-ra-ra-ah-ah-ah-roma-ro-ma-ma-gaga-ooh-la-la”, ,,ra ra ra ah ah ah roma ro ma ma gaga ooh la la” oraz ,,kolendy borzenarodzeniowe” (Bronek, czy to Ty?) są to obecnie najpopularniejsze frazy naprowadzające w stronę i na stronę. Niestety, nie znajdziecie tu odpowiedzi na swoje zapytania. Wprawdzie (nie)dzielny skryba tego tekstu uznał ,,Melancholię” za najbardziej optymistyczny film, jaki widział w ostatnim czasie (oh Lars, te ,,wszystkie twoje weltschmerze”), to nie jest w stanie pomóc nikomu w kwestiach melancholijnych, a tym bardziej muzycznych, zwłaszcza że jemu samemu przez ostatnie czterdzieści pięć minut seansu za soundtrack posłużyła kompozycja ”L’Âge d’Adz” par Sufjan Stevens, która bezwiednie i boleśnie włączała mu się w głowie (to zjawisko ma ponoć medyczną nazwę, ale w tym odcinku nie zadbamy o jej określenie).

Jedno jest za to pewne: wątki apokaliptyczne stają się coraz bardziej powszechne. Najwyraźniej, this is the Age of Adz! To jest Eternal living! I mimo że trasa, promująca tenże zrywający z dawnym banjo-porządkiem album, dobiega końca (i wszystkie odpustowe gadżety oraz kostiumy z fluorescencyjnej taśmy [wykonane z pomocą ponoć przez tego samego gostka, który odpowiada za ciuszki na trwającej właśnie trasie Rihanny, oh na na] będą musiały zostać schowane do pawlacza), w brooklińskim Prospect Park na początku sierpnia odbędą się dwa ostatnie koncerty Sufjy Stardusta & co. W związku z ich promocją wypuszczono zwiastun promujący (to całkiem wspaniałe popularyzować i rozgłaszać wieść o czymś, co już się kończy, non?), który stanowi jedną wielką ”nostalgię/ultra” (obvi, sans Frank Océan). Przedstawia on przecież montaż koncertowych zdarzeń europejskich kosmicznej odysei Drużyny Bazarkowego Pierścienia made in China! IT’S TOO MUCH (I need a moment, Kanye).

Dobra. Bądźmy poważni, na ile pozwalają na to niepoważne warunki tego przybytku: żeby zobaczyć to jeszcze raz, oddałabym w zamian (- W PIERWSZEJ OSOBIE NIESPODZIEWANIE WYRWAŁ SIĘ AUTOR WPISU!) na przykład 1 koncert Björk i 1 The Roots, a nawet 0,5 Craiga Davida, jako że tych pierwszych dziwnym splotem wydarzeń widziałam po 2 razy, a Krejdżinę aż 1,5. Zamieniłabym nawet wszystko to, czego jeszcze nie widziałam, oraz zdjęcie z Lechem Wałęsą. TO/TAMTO robiło TAKIE wrażenie, zaprawdę powiadam, a nie mogłam i mogę tego wyklikać, gdyż wszystko, co piszę (!) jest mniej lub bardziej udanym (z naciskiem na mniej) szkicem tego, co naprawdę chciałabym napisać (sic!). MUJ BORZE, jak ciemno w tym lesie. Jakby co, tekturowo-papiernokolorowy-taśmonowo-neononowy strój posiadam. Niby IT’S NOT SO IMPOSSIBLE, tak mówią. Hello Brooklyn, how you doin’? Co za Melancholia. W innym wypadku lepiej, żeby już trafiła.