HTDW

T O T A L L O S S
T O T A L W E L T S C H M E R Z

N I C D O D A Ć N I C U J Ą Ć

Reklamy

Nie Całkiem Ruchomy Obrazek: The Weeknd + Frank Océan (Justin Non-VerNon & Suf make a cameo [mais sans HOW TO DRESS WELL ‚cos he don’t know HOW TO, moi thinks])

The Weeknd, czyli konstruktorzy House of Balloons wypuszcza z dachu budynku gołębia pocztowego, który niesie radosną nowinę*, iż zapowiedzią* jego kolejnego przedsięwzięcia muzycznego będzie zgraja nadlatujących ,,Ptaków” (Alfred?). To znaczy ”The Birds”. O, proszę spojrzeć w górę, już nadleciały. Choć w sumie to ich ”Part 1” (w tym miejscu powstrzymam się i w ogóle nie powiem, KTO również ma obsesję na punkcie ptaków, tak że* słuchając piosenek tegoż, także* rozwijasz w sobie, drogi czytelniku, manię obserwacji tych skrzydlatych stworów. Oh Sufjy. Ok, ça SUFfit!). Tak się ptasie drogi złożyły, że niemal tego samego dnia, bo nie nocy – podobno nie wszystkie ptaki wtedy latają, wideo wypuścił inny twórca, który podobnie jak The Weeknd, wypłynął na fali internetowej sławy i oddawania się za darmo, a imię jego to Frank Ocean (a to musiała być mewa!). Duże Morze, czyli Ocean, śpiewa w ”Novocane” mniej więcej o tym, o czym Justin Non-VerNon, bowiem Timberlake, wspomniał w ostatnim, całkiem intrygującym jak dawnego uczestnika programu ”Klub Myszki Miki”, wywiadzie dla magazynu Playboy: Some people are just better high. Yessir! FranKOWI oraz jego kubraKOWI w chińskie ornamenty można przyjrzeć się po zejściu, tj. wtedy, gdy wciśnie się opcję ,,czytaj resztę wpisu”. W ogóle, choć tak naprawdę to w szczególe, ta notatka przed swoimi wieloma elektronicznymi skreśleniami oraz rozrośnięciem się do wątków i rozmiarów, jakich w początkowej fazie mózg (nie)dzielnego skryby wcale nie generował, miała dotyczyć kwestii tzw. pronuncjacji (ponownie powiało porcysem kropka com, non?). Albowiem okazuje się, że ”The Weeknd” wymawia się jako ”weakened”. To w pierwotnej wersji tego pseudo-tekstu zamierzano skomentować, jak następuje: ”Ponoć wymawia się TO ”weakened”. No szkoda, że od razu nie ”Wochenende” albo ”O fim de semana”, REBEKA Black would not approve”. Równocześnie, do powyższego chciano dołączyć wątki osobiste oraz stosunek bezpośredni osoby piszącej do tejże fonetycznej interpretacji, a to wszystko zgodnie z jakąś tam techniką, mówiącą o tym, aby w akcie pisania używać osobistych doświadczeń. Jak widać, KTOŚ poniósł tu sromotną klęskę. Za to ludzkość może spać spokojnie, pomimo zaćmienia księżyca, szalejącego wirusa E.Coca-Coli (Kanye na Coke’u!) i rosnącego kursu Franka (sans Océan). Niewyjaśnione pozostaje tylko to, czemu przelotnie nie udało się wmontować tu info o kolejnym dającym się darmo mikstejpowiczu, czyli How To Dress Well/Tomie Krellu i jego EP-ce Just Once, z której dochód ma być przeznaczony na braci i siostry z chorobami psychicznymi, o bogatej, niezaściankowej MENTALności i szczególnej wrażliwości. O, Panie, pomurz nam, Muj Borze (rozwiązać problem dzików w twym lesie, wcale niekryjących się ze swoją obecnością na Stogach i innych dzielnicach WMG!).

* Eh!
Czytaj dalej

R. Kelly Wishes To Dress Well


Dzisiaj może to zabrzmieć niemal absurdalnie, jednak swego czasu R. Kelly, czyli obecnie taki R. Oman Polański R&B, był wielką gwiazdą. Wielką, wielką gwiazdą. I artystą też udało mu się pobyć. Takim szanowanym i zasłużonym. Nie jakąś współczesną wersją celebryty, który w swoim résumé może wpisać co najwyżej skomponowanie melodii dzwonka telefonicznego lub tabloidową ustawkę z sobie podobną miernotą. Nie, w poprzedniej epoce R.Kelly miał wszystkie atrybuty, jakie wtedy przysługiwały twórcy. Niestety, sam nie przetrwał skandali, której nagle wpłynęły na jego konto, i w marnej formie dotarł do ery cyfrowej. Na szczęście, zdolna młodzież jest tutaj, by przypomnieć współczesnym, iż Robert Sylvester Kelly w gruncie rzeczy niemałym artystą był. Taki na przykład How To Dress Well, za którą to nazwą ukrywa się niejaki Tom Krell, student filozofii i tłumacz, dzielący swój czas pomiędzy Kolonię a Brooklyn. Wypuścił on właśnie w świat swój pierwszy album ”Love Remains”, będącym zbiorem kilkunastu utworów zainspirowanych R&B z lat ’80 i 90-tych. Pitchfork już obwołał debiut How To Dress Well najlepszym od lat dziełem z gatunku lo-fi. Choć z drugiej strony to jest Pichtfork, i nie czas tu teraz skręcać w tę ciemną aleję … W każdym razie, oprócz tej kolekcji piosenek Krell pokusił się także o własną interpretację ”I Wish”, będącego w moim skromnym i zupełnie nieznaczącym mniemaniu swoistym opus magnum wykonawcy na R.. To z jego strony bardzo miły ukłon w stronę skompromitowanego i nieco zakurzonego gwiazdora. Jest to także całkiem intrygująca, niezwykle ładna wersja tejże kompozycji. Ale widzicie, niespełna dekadę temu pisano naprawdę znakomite, wyborne R&B. Nie do przebicia i nie do porównania. Nawet przez z największym wdziękiem próbujących stanąć na głowie hipsterów.