Kenye gets much HIGHer in Krak-Town where the crack love is FOREVER (like DIAMONDS!) & ça craque [czyli ”Travesuras de la niña mala” chili ”Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki” bez udziału MVL].

Spożywając dziś tatara jako ten biedny, mówiący po polsku Tatar, naszła mnie myśl rodem z Tartaru (,,w mitologii greckiej była to najmroczniejsza i najniższa część krainy podziemia, gdzie przebywały dusze skazanych na wieczne cierpienie”, źródełko), a inaczej mówiąc, takie oto szelmostwo: przy dzisiejszych zasobach (setlist.fm, setlist.com, youtube, cyber-społeczności, bla-bla-blogi, etc.), a także zacietrzewieniu, zdolności do formułowania fałszywych wniosków oraz przyjmowania z góry utartych tez, z rozbrajającą łatwością można by (OK, ,,mogłabym”) napisać sprawozdanie z krakowskiego panowania Kanye Westa na festiwalu wroga od Coca-Coli, w szczególe tam nie będąc. Oczywiście, ma się rozumieć – mnie tam nie było, a całe wydarzenie ponoć dumnie i radośnie się odbyło. Ale spokojnie oraz bardzo zen zen!, parę oddechów do papierowej torebki i zdusiłam ten nagły wybuch tików Tourette’a. Choć nie powiem, wizja ubrania TEGO w słowa była nieprawdopodobnie kusząca. Bowiem, co to za problem opisać coś, co się widziało? To wydaje się mało twórcze. To już było. WSZYSCY tak robią. Bracie, pokaż mi, jak wiarygodnie preparujesz coś, czego nie było ci dane zobaczyć, doznać, ani powąchać. To także odsyła nas do genezy. Y’all know peoples: na początku było Słowo. Umiejętne żonglowanie nim ma moc. I od niego właśnie zaczęło się to jedno wielkie oszustwo, które nas otacza, choć oczywiście termin ,,szelmostwo” brzmi zdecydowanie delikatniej i bardziej dyplomatycznie.

* foto ukradzione dzięki (jak mniemam) uprzejmości Gazety Krakowskiej, POLSKA PreSSe.

This Weeknd’s Thursday’s Child

A zatem, mamy rozumieć, że Abel Tesfaye chce zaczynać Weeknd od czwartku, jednocześnie podrzucając swoją miks-taśmę w formie cyfrowej w piątek, który jak wiadomo jest już dożywotnią przestrzenią czasową działań i ekscytacji REBEKI Black? Czy może morze staje się na tyle burzliwe, iż należy myśleć o jego pełnej wolności do takiej a nie innej interpretacji kalendarza, jako że jest on ”Thrusday’s Child”? W chwili obecnej pierwsze wrzuty do ucha Czarnego Czwartku (och, Tato), nie idą tak gładko jak pompowanie Domu Balonów, jednak trzeba Weekndowi oddać to, iż ukazał się on w czwartek, a nie na przykład we wtorek. Wtorek jest najgorszy. We wtorek nic już jest nie warte nic. Rien, nada, niente. Bowiem wtorek następuje po poniedziałku. Poniedziałek jest najlepszy. W poniedziałek można zacząć wszystko od poniedziałku, od nowa zacząć nowe życie. I to właśnie we wtorek zdajesz sobie sprawę, że nic ci nie wyszło w poniedziałek, a to dopiero wtorek! 4 (CZTERY, doprawdy sans Beyoncé) dni do piątku. Równa się marność, a czasem nawet męczarnia. Wracając jednak do trwającego właśnie Weekndu, to Abel vel Weeknd musi mieć w sobie jakąś kroplę polskiej wódki, ponieważ najwyraźniej lubi je dłuuugie, to znaczy te Weekndy. Weekndy in the city i bardzo Vampy Weekndy w Kontrze, istotnie. Cóż, pozostaje nam dalszy odsłuch badawczy tego Weekndowego dziecka pt. Czwartek, choć wątpliwe, by w ciągu tego czwartkowego dnia, który jest już piątkiem, doszło do uszu coś, dorównującego pięknocie poniższego. Ewentualnie ”Ptaki”. I i II.


* Klikając w nieruchomy obrazek z napisem ”Weeknd”, przeniesiesz się tam, gdzie można ściągnąć mini-płytę Weeknd.
* Throw me tomorrow!

BORDERLINE (+/- MADONNA)

Nawet jeśli, niczym miły pan Piotr Szczepanik, spalisz żółte kalendarze, z ich prochów powstanie jedna data. Choć z kabalistycznego punktu widzenia nieco niewygodna, owa data to 16 sierpnia, czyli 53 (PIĘĆDZIESIĄTE TRZECIE!) urodziny niejakiej Madonny Louise Ciccone, w skrócie zwanej MADONNĄ. Niech żyje długo, pławiąc się w rzekach pełnych prosperity! W związku z tym radosnym dniem, choć może nie dla samej Maddy, która ma ewidentne problemy ze zrozumiem starej prawdy o płynącym i przemijającym czasie, a jej próby zatrzymania go budzą żal i smutek zgromadzonych, chodźmy na Granicę” (sans Nałkowska)! Właśnie ”Borderline” zdaje się być jednym z pierwszych wielkich hitów wszechpotężnej M, a to popowe uderzenie miało miejsce w roku Orwellowskim, czyli w ”1984”. Tak się mroczno-fantazyjnie składa, że taki sam tytuł nosi również rzadki, mało znany utwór jej krajana, Sufjana Stevensa (oboje pochodzą ze stanu Wielkich Jezior, tj. Michigan). Kompozycja, a przede wszystkim towarzyszące jej słowa są tak przepięknie dojmujące, iż powinno się postawić ją obok innych najbardziej dojmujących z dojmujących utworów tego (S)twórcy jak chociażby ”Casimir Pulaski Day”, ”Pittsfield” czy ”The Owl And The Tanager”. ”Borderline”, które zresztą kradnie linijkę tekstu z oryginału Madonny, to znaczy tę dotyczącą tracenia głowy, tudzież szaleństwa, do czego SS (!) bezwstydnie przyznaje się w poniższym materiale wideo, może opowiadać historię rozkładającego się uczucia, końca związku, bądź też ilustrować relację z osobą cierpiącą na syndrom borderline właśnie. Cokolwiek. Owo ”’cokolwiek”, za którym kryje się pojęcie: bogactwo interpretacyjne, świadczy bowiem o kunszcie pisarskim. Albo o niewyjaśnionej sile wyższej, która także łączy pozornie niepasujące do siebie elementy (czyżby?) jak ten wpis, z którym autor nie wie, jak skończyć. Bo za bardzo się roz płoszył. Istotnie, coś tu kabalistycznie nie gra. Być może dlatego, że na tej Granicy gra Sufjy, a nie Maddy.

Obrazek: ROMAN!

ROMAN. A w zasadzie afisz zwiastujący rychłe nadejście jego najnowszego filmu. CARNAGE. To podobno komedia ma być. Na podstawie sztuki Yasminy Rezy. Do zobaczenia w Wenecji w trakcie 68-go Festiwalu Filmowego, który w tym roku odbędzie się w dniach od 31 sierpnia do 10 września. Czy perspektywa zobaczenia celuloidowego Pułkownika Landy, dzielącego kadr z Hanną Schmitz, a to wszystko w obiektywie twórcy Pianisty, nie wydaje się być iście porywająca? W sumie i w różnicy jest to spełnienie kolejnej, całkiem pięknej, acz mrocznej i zwichrowanej fantazji. Wymieniając tak i wrzucając do jednego wora protagonistów Bękartów Wojny, Lektora, a także samą filmową historię Władysława Szpilmana, niemożliwe jest niepomyślenie o TYM. Z akcentem na znacznik czasu wynoszący 4:00 i w górę. I zgadza się, cała (nie)wspomniana trójka w swoich pawlaczach autentycznie trzyma tę niemal czterokilową, najbardziej pożądaną (choć nadal nie wiadomo, dlaczemu?!) statuetkę w branży. Co za szalony, ironiczny z(a)bieg okoliczności. Czytaj dalej

Ruchomy obrazek: The National

… Hubert von Schnapss (…) starał się tam o zbudowanie pod Grunwaldem gigantycznego pomnika upamiętniającego bitwę. Poza resortem zarabiał na życie brzuchomóstwem, wynajmował się za klauna i naśladował głosy postaci z bajek. Kilka tygodni temu popełnił samobójstwo.

Źródełko: GW, 08/08/11.

Woo-hoo!, deszcze oraz dreszcze niespokojne, chili chills chills chills! To jest/był istny Klaun Liryczny. Kolejny dowód na to, że rzeczywistość potrafi być mroczniejsza i bardziej zwichrowana niż nawet najciemniejsza fantazja powstała w umyśle siedzącego właśnie na T(h)ronie Kanye Westa. Jakoś tak się skojarzyło, złożyło i połączyło, że klauna Lirycznego z nieodłączną, skarpetową pacynką można zobaczyć również w najnowszym ruchomym obrazku grupy The National, powstałym do utworu ”Exile, Vilify”. Kawałek w pierwszej kolejności posłużył za tło muzyczne gry Portal 2, zaś w drugiej jako pretekst i główne narzędzie w konkursie osobiście (o)sądzonym przez grupę, który polegał właśnie na stworzeniu wideoklipu do i dla niego. Oto szanowny i zasłużony zwycięzca. Wydaje się, że nie ma nic bardziej wzruszającego na tym ziemskim padole niż bure, brzydkie zabawki, śpiewające smutne piosenki w pięknych okolicznościach przyrody. Istotnie. Jest jeszcze drugi laureat wspomnianej rywalizacji i przybiera on formę animowaną, jednak po ostatnich eksperymentach w tej materii, występuje konieczność odmowy wklejenia go tutaj w celu uniknięcia bolesnych porównań i ochrony wizerunku.

(Nie)błękitny (nie)melonik Eryki

Dnia bodajże piątego ramadanu po tym, jak zwinne dłonie byłej członkini partyzantki Tadżykistanu, a obecnie imigrantki na gdańskich suburbiach, uczesały fest kudły tzw. autora wpisu, ten wieloletni cichy entuzjasta twórczości niejakiej Eryki Badu powtórzył słynną sentencję: (Cogito) ERGO (Sum) Arena, po czym udał się w kierunku północnych dzielnic grodu nad Motławą, które zlewają się już z letnią stolicą polskiego lansu i baunsu znaną jako Zoppot (naprawdę, żyją jeszcze ludzie, podkreślający i preferujący tę a nie inną wymowę, słowo). Wyzbywszy się uprzednio wszelakich uprzedzeń, ów sympatyk niezmiernie pozytywnie oraz całkiem entuzjastycznie, jak na swój autyzm i zaburzenia typu borderline, podszedł do perspektywy ujrzenia samozwańczej Królowej, zwłaszcza że wcześniej złośliwość okoliczności (to byłyby dopiero długie historie do wyklikania!) nigdy na to nie pozwalała. A zatem, było to tak … Czytaj dalej

Adz, la fin.


L’Âge d’Adz a video by martamarta3000 on Flickr.

Dalej zmierzając heroicznym krokiem … Wczoraj na BKLYN odbył się ostatni w historii koncert promujący, dopowiadający oraz rozwijający motywy obecne na albumie The Age of Adz niejakiego Sufjana Stevensa. W ramach tzw. tribute’u oraz ze zgryzoty spowodowanej niemożnością bycia tamże – a trzeba dopowiedzieć, iż jest to wydarzenie niemałe, absolutnie umysł druzgoczące – na suburbiach GDN (Do You Wanna GDANce … in GDANsk?!) doszło do zaanimowania pewnej powstałej już w ’04 roku niby-fotografii (meet your predecessors, Sufjy!), na której pojawia się autor wpisu (po prawej) i pewna słynna pruska twórczyni (po lewej). Za spust migawki pociągnęła niewidoczna Kika, choć już bez Almodóvara, czego zresztą nie da się zauważyć. Jest to pierwsza animacja, jaka wyszła spod ręki autora, będącego także autorem wpisu, więc prosimy o jej wyrozumiałe potraktowanie.

Héros.

WE CAN BE HEROES / JUST FOR A DAY.

Bo tak (poza tym, ponoć na ekrany kin wchodzi obecnie dużo ruchomych obrazków, eksploatujących znanych w po(o)p-kulturze herosów, a instytucja bohatera przeżywa prawdziwy Renaissance, ale bez supportu Q-Tipa) (poza tamtym, sierpień jest, jak wiadomo, miesiącem bohaterów, wąsów [ciekawe, dlaczemu w języku Molière’a «zarost nad górną wargą mężczyzny; też: jedno z dwu pasm włosów składających się na ten zarost» ma rodzaj żeńskiego? Oto pojawiła się konieczność zainicjowania misji badawczej.] i spania na styropianie, tudzież w okopach. O, cześć-(cz)ci!).