Dźwięki: BAMBI

Nikt w tej części przestrzeni wirtualnej nie będzie się kłopotał, bawił w jakiegoś amatora-kopistę i zajmował wklejaniem biogra-mów/fii. Jeśli życzysz sobie, szanowny cyber-wędrowcze, dowiedzieć się czegoś o Azealii Banks, musisz dokonać tego własnymi klikającymi ”ręcami”. Jako skromny generator treści niewartościowych (i niewiarygodnych!), ograniczę się jedynie do stwierdzenia, iż smarkula naprawdę nieźle się rozkręca, choć trudno jednoznacznie powiedzieć, do czego. Na chwilę obecną już któryś Z kolei Z jej kawałków muzyki zagościł w uszach słuchaczy. Tytuł tego ostatniego, w szczególności wartego odnotowania to – jak podpowiada oprawa wizualna stworzona na podstawie ”dyszących” archiwaliów – ”BAMBI”. W rytm utworu, wyprodukowanego przez Paula Epwortha (m.in. Adele’owe ”Rolling In The Deep”, szczęśliwie NIE ”Someone Like You”, uff!), zdążyły już przejść się modelki o sarnich – jak mniemam – nogach na paryskim pokazie szmat Thierry’ego Muglera, który odbył się w ramach trwającego tamże tygodnia mody bez urody. Ich moi wydaje się, iż ”BambiiAzealii (wiadomo-sic!) idealnie pasowałby również jako dźwiękowe tło pod takie pierogi z sarniną, będące doskonałym sposobem na ostateczne rozwiązanie kwestii oraz triumfalne wchłonięcie, a następnie wydalenie wszelkich, zatruwających mózg disney’owskich miraży. Bon Appétit!

Reklamy

Obrazek: ROMAN!

ROMAN. A w zasadzie afisz zwiastujący rychłe nadejście jego najnowszego filmu. CARNAGE. To podobno komedia ma być. Na podstawie sztuki Yasminy Rezy. Do zobaczenia w Wenecji w trakcie 68-go Festiwalu Filmowego, który w tym roku odbędzie się w dniach od 31 sierpnia do 10 września. Czy perspektywa zobaczenia celuloidowego Pułkownika Landy, dzielącego kadr z Hanną Schmitz, a to wszystko w obiektywie twórcy Pianisty, nie wydaje się być iście porywająca? W sumie i w różnicy jest to spełnienie kolejnej, całkiem pięknej, acz mrocznej i zwichrowanej fantazji. Wymieniając tak i wrzucając do jednego wora protagonistów Bękartów Wojny, Lektora, a także samą filmową historię Władysława Szpilmana, niemożliwe jest niepomyślenie o TYM. Z akcentem na znacznik czasu wynoszący 4:00 i w górę. I zgadza się, cała (nie)wspomniana trójka w swoich pawlaczach autentycznie trzyma tę niemal czterokilową, najbardziej pożądaną (choć nadal nie wiadomo, dlaczemu?!) statuetkę w branży. Co za szalony, ironiczny z(a)bieg okoliczności. Czytaj dalej

Adz, la fin.


L’Âge d’Adz a video by martamarta3000 on Flickr.

Dalej zmierzając heroicznym krokiem … Wczoraj na BKLYN odbył się ostatni w historii koncert promujący, dopowiadający oraz rozwijający motywy obecne na albumie The Age of Adz niejakiego Sufjana Stevensa. W ramach tzw. tribute’u oraz ze zgryzoty spowodowanej niemożnością bycia tamże – a trzeba dopowiedzieć, iż jest to wydarzenie niemałe, absolutnie umysł druzgoczące – na suburbiach GDN (Do You Wanna GDANce … in GDANsk?!) doszło do zaanimowania pewnej powstałej już w ’04 roku niby-fotografii (meet your predecessors, Sufjy!), na której pojawia się autor wpisu (po prawej) i pewna słynna pruska twórczyni (po lewej). Za spust migawki pociągnęła niewidoczna Kika, choć już bez Almodóvara, czego zresztą nie da się zauważyć. Jest to pierwsza animacja, jaka wyszła spod ręki autora, będącego także autorem wpisu, więc prosimy o jej wyrozumiałe potraktowanie.

Héros.

WE CAN BE HEROES / JUST FOR A DAY.

Bo tak (poza tym, ponoć na ekrany kin wchodzi obecnie dużo ruchomych obrazków, eksploatujących znanych w po(o)p-kulturze herosów, a instytucja bohatera przeżywa prawdziwy Renaissance, ale bez supportu Q-Tipa) (poza tamtym, sierpień jest, jak wiadomo, miesiącem bohaterów, wąsów [ciekawe, dlaczemu w języku Molière’a «zarost nad górną wargą mężczyzny; też: jedno z dwu pasm włosów składających się na ten zarost» ma rodzaj żeńskiego? Oto pojawiła się konieczność zainicjowania misji badawczej.] i spania na styropianie, tudzież w okopach. O, cześć-(cz)ci!).

Bons Smiths

1. BON … Jour, Happy BON IVER … Day! Nawet jeśli znajdujemy się tysiące kilometrów, jeden ocean i parę mórz od Milwaukee w stanie Wisconsin, gdzie burmistrz tego miasta za zasługi oraz rozsławienie regionu w świecie szerokim przez Justina Vernona i jego bandę zwaną niedźwięcznie oraz niewdzięcznie: Bon Iver, ustanowił 22 lipca dniem Bon Iver właśnie. Nagłówki nie kłamią. Ekspansja trwa. Rural-folk & rural-indie przekraczają granice regionalne i mało-ojczyźniane, indie’d. (Nie)warto przypomnieć, iż za poprzedniego reżimu w Nadwiślańskiej Krainie ten sam dzień był także dniem wyjątkowym, bowiem był świętem państwowym, tj. narodowym, pardon. O, ironio. W każdym razie, mamy nadzieję, iż należycie wyświęcicie ten dzień, bo trzeba pamiętać, by dzień świet(n)y święcić – tak mówiło pewne Pismo (tak na marginesie, a w zasadzie w nawiasie: to trochę dziwne Pismo, skoro mówi, a nie pisze, non? Podejrzane!), i z okazji BON IVER Jour staniecie się wszyscy BIEN IVRE(s) przy dźwiękach Bon Iver, Bon Iver. Oh, it’s TOO MUCH – said tłu macz. Czytaj dalej

2

Nadejszła okazja do cyfrowego, bo bez kleju i taśmy, wklejenia tu 2 obrazków, co ostatnio sprawiły-moi wiele radości. Dziś bowiem mija 2 rocznica odejścia do Krainy Nibylandii, waty cukrowej, Jednorożców i kwitnącego przez cały rok Kwiatu Paproci Tego, który przez cały swój ziemski żywot dawał nam TYLE radości (a potem okazało się, że Jemu samemu wcale tak wesoło nie było). Niniejszym, oto i one. Mimo wszystko, radujmy się.

Jeszcze Billboard, czyli apendyks

Klawo & OK … but does he crochet? Did he have to take Xanax while watching Fantastic Mr. Fox (Soofjy!)? Is he diggin’ Stena Line Ferries? IS HE FUCKIN’ AROUND? [via auto Cut Copy].

Może i na wszystkie powyższe pytania (możliwe niepoprawnie sformułowane, jako że autor tekstu przechodzi właśnie gwałtowny nawrót dysleksji, dysgrafii, dyskalkulii oraz innych dysfunkcji) odpowiedź brzmi ”nie”, niemniej to jest dobra okładka (początkowo bardzo chciało się tu użyć terminu ”kuwertura”, dopóki nie okazało się, iż w języku polskim oznacza on ”masę czekoladową, którą powleka się wyroby cukiernicze”, co pokrzyżowało, ukrzyżowało i w ogóle popsuło autorskie szyki, hélas!).

En vogue?

Jak to mówią, oh haute damn! Zdolni chłopcy noszą jedwabne koszule (z damskich szaf!). Czy na naszych oczach, bo przecież nie uszach, rodzi się właśnie nowy ”trynd” transgenderowy? Czy teraz TO będzie en vogue i w Vogue’u? Czy możliwe morze jest to zemsta na damach za podbieranie z meblościanek męskich koszul i piżam? Z trzeciej strony, co za różnica (płci). Szmata zawsze pozostanie szmatą.


1. Daniel Merriweather Post Pavilion in (ponoć) Versace, Collection non-identifiable @ Capital Rocks in aid of Help A London Child at Old Billingsgate Market on December 14, 2009 in London, England.

2. Conway West in Céline Spring 2011 Collection @ Coachella Valley Music & Arts Festival at the Empire Polo Field on April 17, 2011 in Indio, California.

PS Bardzo chciałam nasycić ten pseudo tekst jakim fashion forward żargonem à la Kasia z Sopo, i w ten sposób makelifeeasier pe el. Niestety, pomimo kilku prób, ostatecznie nie mogłam się złamać. Łatwo nie będzie z tymi i tamtymi Exercices de style, oh Raymond.