MANIFEST LIPCOWY

Zapakowawszy emm!-pe-3 do vintage-valiský, można opuścić zaokienne skandynawskie pejzaże i ruszyć na wczasy z piosenką!

ad 1 W-wa z epoki jest nawet akceptowalna, odnotowuję. (W-wa poza epoką jest ignorowalna, przypominam).
ad 2 „(…) nad morzem byłem w zeszłym roku, także tego, góry lepiej mi odpowiadają”
ad 3 Panią wypuścili na kurs językowy do Cambridge, srsly?! Wiwat, Polsko Ludowa!
ad 4 Pani do Cetniewa, woo-hoo!
ad 5 Murzyn na 2:54!
ad 6 Chcę wszystkie klawe gadżety z tego wideła.
ad 7 Opanowanie „l/ł” wymienię za gardłowe „r” oraz opozycję „ou/u”.

Reklamy

Neptun(e) vs. Neptun(e)

+ „Neptune” utwór otwierający cykl kompozycji poświęconych planetom Układu Słonecznego, zatytułowany (The) Planetarium. Stanowi on wynik współpracy pomiędzy Sufjanem Stevensem, Bryce‚m Dessnerem z The National i kompozytorem Nico Muhly‚m. (2:41!).

+ „Neptune” singiel promujący zapowiadany na 29 maja album Diver brooklyńskiego tria Lemonade. W odmęty tematu można w pełni zagłębić się w tym miejscu. Dla stawiających na powierzchowność, poniższe wizualia. Uwaga na wodę w uszach. Te przydadzą się do miłego słuchania.

*

Dźwięki: BAMBI

Nikt w tej części przestrzeni wirtualnej nie będzie się kłopotał, bawił w jakiegoś amatora-kopistę i zajmował wklejaniem biogra-mów/fii. Jeśli życzysz sobie, szanowny cyber-wędrowcze, dowiedzieć się czegoś o Azealii Banks, musisz dokonać tego własnymi klikającymi ”ręcami”. Jako skromny generator treści niewartościowych (i niewiarygodnych!), ograniczę się jedynie do stwierdzenia, iż smarkula naprawdę nieźle się rozkręca, choć trudno jednoznacznie powiedzieć, do czego. Na chwilę obecną już któryś Z kolei Z jej kawałków muzyki zagościł w uszach słuchaczy. Tytuł tego ostatniego, w szczególności wartego odnotowania to – jak podpowiada oprawa wizualna stworzona na podstawie ”dyszących” archiwaliów – ”BAMBI”. W rytm utworu, wyprodukowanego przez Paula Epwortha (m.in. Adele’owe ”Rolling In The Deep”, szczęśliwie NIE ”Someone Like You”, uff!), zdążyły już przejść się modelki o sarnich – jak mniemam – nogach na paryskim pokazie szmat Thierry’ego Muglera, który odbył się w ramach trwającego tamże tygodnia mody bez urody. Ich moi wydaje się, iż ”BambiiAzealii (wiadomo-sic!) idealnie pasowałby również jako dźwiękowe tło pod takie pierogi z sarniną, będące doskonałym sposobem na ostateczne rozwiązanie kwestii oraz triumfalne wchłonięcie, a następnie wydalenie wszelkich, zatruwających mózg disney’owskich miraży. Bon Appétit!

Ruchomy obrazek: WU LYF

Odkąd grupa WU LYF, której ruchome wizualia wypłynęły właśnie na cyfrowe wody blogosfery – o czym za chwilę, pojawiła się na muzycznej scenie, wielu snuje teorie, przedstawia argumenty ”za” bądź też ”przeciw” głębokości, tudzież płytkości i naiwności tego muzycznego projektu. Pojawiają się nawet głosy, iż jest to jedynie niezal (vide indie) ekwiwalent hiphopowego kolektywu Odd Future. No nic mnie nie wiadomo na ten bez wątpienia ważki oraz zajmujący temat. Na mój chłopski rozum prosto z suburbiów WU LYF jest raptem dźwiękową imaginacją; tym, co byłoby, gdyby z dźwiękowej miłości Animal Collective i Sigur Rós narodził się bardzo, bardzo, BARDZO wrzeszczący, nieznośny i przesmarkaty dzieciak. Takie są najlepsze, zwłaszcza nie wymagany jest bezpośredni kontakt z nimi. W każdym razie, tenże krzykliwy smarkacz rzucił w ekrany odbiorników swoim nowym wideoklipem, zrealizowanym do najradośniejszej, najszczęśliwszej, najpozytywniejszej ostatnio dla mnie pieśni, która jako jedyna jest zdolna wyciągnąć zainteresowaną z postępującego, listopadowego Marazmu, wiadomo. W obrazku, zgodnie z panującą ostatnimi czasy tendencją, patrz: ”The SuburbsArcade Fire, ”Midnight CityM83, mamy tzw. młodzież, biegnącą przez suburbia, tereny rolnicze, leśne, nadmorskie czy inne szeroko pojęte środowisko naturalne, inaczej łono natury. To, co zewnętrzne nie jest jednak w tym wypadku najistotniejsze. Bardziej bowiem liczy się poruszana tutaj kwestia, to znaczy … R WE BROS? WE BROS ❤

Ruchomy obrazek: Frank Ocean

Frank Ocean nie wziął pod uwagę objawów syndromu ”nadbałtyckiej neurozy” i szalejącym wrześniem pozwolił wyjść z portu swej kreatywności ruchomym obrazkom do utworu ”Swim Good”, który – jak to u Oceana – mówi o potrzebie zaznania oceana, tudzież kąpieli właśnie w nim. Zdaje się, iż jest to najulubieńszy kawałek darmowego albumu nostalgia/ultra Autora Wpisu. Oczywiście, początkowo zupełnie inaczej go sobie wizualizował. Choć oczy wewnętrzne widziały raczej fragmenty niedoścignionych ”Sześciu stóp pod ziemią” (ze względu na padające pojęcia: black suit & funeral), ostatecznie za sprawą reżysera, niejakiego NABILa, oczom zewnętrznym ukazał się materiał filmowy trącący bardziej (lub mniej) Jarmuschowskim Ghost Dogiem: Drogą Samuraja. W sumie (i w różnicy) też dobrze. Ponoć oranże niezwykle w Vogue’u w tym sezonie. I podobno w buddyzmie symbolizują wyzbycie się pragnień, te oranże. Niesamowicie przystają zatem do Frankowego przekazu zawartego w Oceanowym dziele.

PJ Drums

* 2 kawałki pod 1 mokrym tytułem, eksplorujące 1 śliski temat. Wiecie, ”1+1” = 2, a w przypadku Beyoncé nawet 4.

1. PJ Harvey z albumu To Bring You My Love, rok 1995. Zaś w 2011 Polly Jean za pośrednictwem swojego ósmego z kolei albumu nawoływała Anglię do zatrzęsienia się, co też Anglia posłusznie uczyniła w sierpniu tego samego roku. Na fizycznie nieistniejącym marginesie można dodać, że wspomniany krążek, tudzież pliki muzyki zatytułowane właśnie Let England Shake, wypadają wspaniale, gdy wymiesza się je naprzemiennie z utworami pochodzącymi z płyty New Amerykah Part One (4th World War) autorstwa niejakiej Eryki Badu. Czasami po prostu jedna płyta lepiej oddaje drugą. Albo jedna zyskuje więcej poprzez drugą. Lub też obydwie zyskują dzięki sobie nawzajem. Let Amerykah Shake to zatem niezwykłe dźwiękowe doświadczenie, godne najwyższego poświęcenia i polecenia.

2. 2010, The Drums z płyty The Drums. Obecnie zespół promuje już drugi, wydany 2 września album Portamento. To najprawdziwszy strach sięgać po nowe nagrania rok po wydaniu poprzednich nagrań, ponieważ mogą to być odrzuty z nagrań jeszcze wcześniejszych niż wcześniej wydane. Tak mówią statystyki, a statystyka to nauka. W każdym razie tutaj Drumsowi (sans bass) chłopcy jeszcze w ubiegłorocznych, nieco Lynchowskich klimatach, chociaż nie uświadczymy tu żadnego karła, ani podłogi we wzór szachownicy. Choć to może być tylko wrażenie, gdy jest się w trakcie odkrywania ”Miasteczka Twin Peaks” na nowo, do czego również warto zachęcić wszystkich przechodzących na tę stronę przechodniów. Uważajcie na pasach.

Ruchomy obrazek: Das Racist

The Mitchell Bros, I’m proud of you & I’mma let you finish but Das Racist (rapowe trio z Brooklynu, świeżuchna debiutancka płyta nosi tytuł Relax, tak wyjątkowo w gwoli informacji) have the best Michael Jackson themed video of all time. Niech spragnione fajności i polotu oczy cyberprzechodniów nacieszą się powyższą wersją reżyserską, która wyszła z montażowni twórczego tria kryjącego się pod nazwą Weird Days. Nie pozostaje nic więcej do doklikania.