Sluts, dudes, hipsters & Jessie J

… Oh, once I thought I was a slut(wave!), then I realized I was acting like a … hipster? Dude? Lamestreamer.

Nieważne. A może jednak? Bowiem BBC, które ogłosiło Jessie J dźwiękiem i głosem roku pańskiego 2011, mówi, iż wspomniana Jessie mówi z kolei, że we wspomnianym roku 2011 należy robić TO (czyli nie wiadomo co, a to znaczy, że wszystko) like a dude. O ile rachunek się zgadza, jest to kolejny po Beyoncé ‚owym ”If I were a boy”, utwór popowy poruszający tematykę transgenderową. Poważna sprawa. Ktoś mądry powinien się nad nią pochylić, jednak to jest zły url. Tutaj co najwyżej można obaczyć kopiowany i wklejony ruchomy obrazek, ukazujący jak do rzeczy zabiera się Jessie J. A robi to tak:

Rzeczona Jessie, oficjalnie zwana Jessicą Ellen Cornish, w swoim repertuarze posiada także modernistyczną, głoszącą wzniosłe ideje antykonsumpcjonizmu oraz antykomercjalizmu kompozycję ”Price Tag”, która obecnie znajduje się na pierwszym miejscu zestawienia iTunes, ponieważ rzesze spragnionych wzniosłych idei słuchaczy konsumpcyjnie dokonało jej komercyjnego zakupu. Konsekwencja to mój ulubiony sport, zaraz obok Rittera. A tak Jessie zbawia świat, bo przecież nie można podarować mu kawałka o życiu za darmo ZA DARMO:

Okazuje się również, że występująca w roli głównej tego pożal się BORZE wpisu Jessie J, zanim wypłynęła na solowe, słone wody muzycznego show bizu, została winna popełnienia współautorstwa utworu dla niejakiej jodłującej po kowbojsku Miley Cyrus, noszącego tytuł ”Party Party in the U.S.A”. Tę zbrodnię można z pewnością zaliczyć do tych z gatunku ,,przeciw ludzkości”. Pewnego rodzaju przestępstwem, a przynajmniej nadużyciem, wydają się być też słowa do Jessie’owego ”Who You Are”. Całe (nie)szczęście, że je tak wspaniale wyśpiewuje, bo linijka it’s okay not to be okay looks like shit on paper, srlsly. Ktoś powie, że następuje tu nadmierne czepianie się szczegółów. Cóż, szczegóły to dość szczegółowa rzecz. Całość składa się ze szczegółów. A zatem, jak całość może być dobra, skoro szczegóły są niedobre? Tak tylko pytam.

Och, wszystko, co powyższe mogło zapewne zostać odczytane jako tzw. jazda bez trzymanki po całkiem niewinnej, sympatycznej panience zwanej Jessie. Błędna to interpretacja. Wprawdzie wystąpiły tu drobiazgi, które owszem – jak stwierdzono wcześniej – są istotne, bo są drażniące, ale teraz od szczegółu przejdziemy do ogółu, a ten ma jak najbardziej pozytywny wydźwięk. I tak ogólnie rzecz biorąc, ludzkość powinna być wdzięczna za to, że w ogóle pojawił się ktoś taki jak Jessie J. Ma sympatyczny, muzyczny materiał; znakomity głos, który zamierza umiejętnie użyć, nie jest wyzuta z osobowości i charyzmy, i najprawdopodobniej urodziła się na scenie, a przynajmniej w jej kulisach. Dziewczę ma jednak złe pH, tj. ma pecha, bo na żywo brzmi o wiele lepiej niż w studio. Dziwy w świecie najnowocześniejszej techniki. A jak w pełni gorzej brzmi w studio będzie można usłyszeć już … i właśnie w tym punkcie zakończenie tegoż strumienia (nie)świadomości zostało położone, bo Jessie przyspieszyła premierę swojego debiutanckiego albumu ”Who You Are” z 28 marca na 28 lutego. Gdyby nie doszło do tego przesunięcia w czasie, końcowe zdanie brzmiałoby mniej więcej tak: A jak w pełni gorzej brzmi w studio będzie można usłyszeć już 28 marca, to znaczy dzień po 23 urodzinach Jessie. A kto ma jeszcze urodziny tego samego dnia? Służymy bezużyteczną informacją: Mariah, Fergie, Quentin Tarantino i autor wpisu. Czy wyobrażasz sobie tych wszystkich ludzi w jednym pomieszczeniu?
O, losie. Cóż zrobić, ”Nobody’s perfect”.

Advertisements

One thought on “Sluts, dudes, hipsters & Jessie J

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s