Lektura: ”So damn easy to …”

Nie da się zaprzeczyć, iż Beyoncé niezwykle wdzięcznym i łatwym celem do ,,wrzucania” jest. Dodać do tego zainteresowanie, jakie skupia na swojej osobie w osobie (!) milionów zjadaczy popkultury, a do rąk naszych własnych trafia bomba z przyspieszonym zapłonem, którą wystarczy odbezpieczyć, gdy tylko występuje potrzeba np. wsadzenia kija w mrowisko, zwiększenia ilości komentarzy, wejść na stronę czy innych takich niecnych działań. Choć nawet w najmniejszym stopniu nie jest to powód do dumy, przyznaję: been there, done that. Jednak faktem jest również to, że jej niektóre ruchy zawodowe (w poszczególnych przypadkach nawet nie ,,niektóre”, a ,,większość”), nadmierna, paraliżująca i niszcząca wszystko dookoła wszechobecność, czy chociażby rozemocjonowane i ,,przegrane” występy sceniczne, naprawdę bywają do głębi irytujące. W tym sensie, z perspektywy poziomu rozdrażnienia, Beyoncé jest doprawdy niezmiernie poruszającą artystką. Lecz zdarzają się także chwile, w których na pierwszy plan wychodzi przekaz. To są te najważniejsze momenty. I nawet jeśli autentyczny wkład wykonawczyni ”Single Ladies” był w nie minimalny, choć dumnie śmiała się pod tym podpisać (widzicie, znowu to robię. To takie łatwe i zarazem takie trudne, by od tego odstąpić), nie umniejsza to ich wartości. Domyślnie była już o tym mowa przy okazji premiery wideoklipu do ”Why Don’t You Love Me. Całkiem niedawno znalazł się także ten ciekawy artykuł, rzucający nowe światło na przedstawiony w utworze problem:

* Is it a little maddening that the bulk of the song is still a checklist of feminine ideals? Is it stone cold infuriating that a woman with pipes like Beyonce’s still has to take her kit off to be a big star? You bet it is. There’s only so subversive you can get while still getting widespread acclaim — Beyonce is a woman of color, which breaks the usual bombshell mode, but she’s still thin, beautiful, light-skinned, and European-featured, and she’s still making it clear that she scrubs the floor in hotpants for the sake of her man. But what’s new here is that it’s a song about what’s wrong with the man that he doesn’t appreciate her. There is no point at which she wonders if she ought to be more beautiful, more obedient, more scantily dressed. If it’s not quite a feminist song, it’s worlds more feminist than most of what’s out there at this level of fame. And that very fact makes it subversive — it sneaks a new idea (that the femininity checklist won’t get you loved, and that the problem might be him and not you) into an antifeminist culture.

Doprawdy, ,,innesterujące”.
Ale poważnie, to JEST interesujące.

W skrócie, to nie jest rzewna pieśń z serii ,,co muszę zrobić, byś mnie pokochał”, tylko bardzo przewrotna próba znalezienia odpowiedzi ma pytanie: ,,co z tobą, chłopie, nie tak? bo mi niczego nie brakuje”. To fajne, gdy mądrzy ludzie mówią za ciebie. Całość warto przeczytać tutaj.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s