Walentyna !


This is some HOT joint right here !

Pochodzący z ulubionego roku ’68. Proszę zwrócić szczególną uwagę na ujmującą wymowę słowa ,,twist”. Wprawdzie utwór został napisany i wykonany ku czci i chwale ojczyzny oraz Walentyny Tiereszkowej, pierwszej kosmonautki, wydaje się jednak stanowić doskonałą odtrutkę na dzisiejszy Dzień Zakochanych, tj. Konsumentów. Przypomina mi także o składance, zawierającej wspomnianą kompozycję, która wyszła już w tzw. Nowej Polsce w starej ,,Machinie”. Wróć! Dołączona płyta składankowa w lutym 1998 (!), przypomina mi o czasopiśmie. Wróć v. 2.0 – owa gazetka przynosi wspomnienie czasów, w których nie było internetu, tylu co dziś stacji radiowych, nie mówiąc już o kilku kanałach muzycznych (tym bardziej w języku Mickiewicza!). Takie właśnie wydawnictwa były oknami na świat najnowszej muzyki, trendów, wydarzeń. Czekało się na nie dniami, tygodniami i miesiącami, by potem móc zanurzyć się w lekturze z wypiekami na twarzy. Z różnorakich skrawków, źródeł tworzyło się swój obraz tego, co dzieje się w muzycznym kosmosie. Chodziło się kilometry od sklepu do sklepu w poszukiwaniu upatrzonej płyty. Nagrywało się z radia piosenki, a z telewizji teledyski na wideo, niecierpliwie trzymając pocące się palce na przycisku ,,rec”. Zamawiało się wymarzone pozycje u krewnych i znajomych, będących w stanie zdobyć je dla nas za granicami naszej piknej krainy. Nowych artystów nie poznawało się za pomocą jakichś blogów czy podesłanych linków na jakimś komunikatorze lub portalu społecznym, a w kontaktach twarzą w twarz: na imprezach lub pożyczając płyty od znajomych (później trzeba było je oddać, a to okazja do następnego spotkania – bardzo uspołeczniające).

Patrząc z dzisiejszej perspektywy, była to epoka myszkowania i grzebania. Teraz ? Sama Erykah Badu podaje nam link do swojego najnowszego kawałka, który możemy sobie ściągnąć ! Ten cały internet sprawił, że wszystko stało się takie łatwe ! Odebrał przyjemność poszukiwań i zabił satysfakcję ze znalezienia długo oczekiwanej zdobyczy. To jedna z rzeczy, za które najbardziej go nie lubię. Tu poległ w bitwie mój entuzjazm. A łatwiej wcale nie znaczy lepiej. Gram w drużynie, która woli trudniej, ponieważ mam z tych trudności większą radość. Swoją drogą ciekawe, co wyrośnie z tych dzieciaków, które od zawsze mają praktycznie wszystko w zasięgu myszki podane na ciekłokrystalicznym ekranie niczym na jakiejś złotej tacy. Bez wysiłku i głębszej refleksji. These kids now days, they dont make them like they used to

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s