To musiało się w końcu stać. Musiało pojawić się coś takiego, co wyprowadziłoby, choć na chwilę, ten skromny “blożek” ze stanu über-supra-hyper-hibernacji. Czymś takim jest najnowsza produkcja audio-telewizyjna Santigold, która kiedyś ukrywała się pod jakże odmiennym, przeciwnym pseudonimem SantOgold, o czym było wspomniane nie raz, bo dwa, i co również zostanie przypomniane w przyszłości. Nie raz, nie dwa. Bo może nawet trzy! We will never forget, by tak rzec najczystszą mową mickiewiczowską. Wyjeżdżając jednak z tego objazdu z powrotem na główną drogę wpisu, rzeczona Santi (sans 0!) przedstawia nam dziś swoje ”Big Mouth” that strikes again, jakby to rzekł Morrissey, gdybyśmy oddali mu głos i ustawili mikrofon. Kwestie tego, “co ci przypomina widok znajomy ten”, odłóżmy na bok, bowiem plansze do grania w niekończący się quiz na ilość zgromadzonych asocjacji w jednej notce zdążyły się już nieco wytrzeć, a ich rogi zagiąć. Podobnie należałoby postąpić w przypadku zagadnień czysto dźwiękowych, ale dobrze, niech będzie – zaprzeczmy poprzedniemu zdaniu i wyklikajmy to po raz pierwszy i ostatni zarazem: ”Big Mouth” -> ”Run The World (Girls)” -> ”Pon de Floor” / ”(We Stay) Up All Night” [via Buraka Som Sistema]. Niniejszym nie pozostaje nic innego, niż pożegnać się bardzo kulawym trójwersem, (będącym jednocześnie debiutem poetyckim wyżej podpisanego generatora treści, który lubuje się w pisaniu w drugiej osobie liczby mnogiej oraz w trzeciej osobie … o sobie):
WSZYSTKO jest JEDYNIE
kolejną wersją
Jakiejś wersji.
PS Wersja twórczyni ”L.E.S. Artistes” jest oczywiście udaną wersją. Innych wersji.
PS 2 Wersja ta wiosną znajdzie się na drugim albumie L’artiste-ki zatytułowanym Master of My Make Believe, gwoli informacji.