Grasz w zespole Tourette’a? Zbyt często z kałamarza słów wylewa ci się TEMPER atrament? ”Bigmouth Strikes Again” The Smiths to swoisty hymn twojej jednostki, a w ogóle to uważasz, iż różnorakie współczesne dziełka muzyczne (nawet te najbardziej zaskakujące i przypadkowe, vide REBEKA Black) odbijają się w twórczości bandy Morrissey‘a jak w lustrze (albo odwrotnie), i OCZYWIŚCIE niemal na każdym kroku musisz dzielić się tą nikczemną teorią z niewinnymi przechodniami? I wtedy jest jak w tej/tamtej linijce, bo przecież nie ekierce, z ”Nobody’s Perfect” Jessie J: ”It’s like I need to tell someone anyone who’ll listen / and that’s where I seem to fu-k up”? Oh Jessie, czy to jakiś syndrom 27 marca? Oh là là, bez wątpienia za to jest TO samobitchująca się piosenka, bardzo bolesna w rzeczy samej. W nakręconym do niej niezmiernie udanym, pysznym i ruchomym obrazku także pojawia się wiele technik autodestrukcyjnych, mających doprowadzić do ostatecznego rozwiązania kwestii swEGO, co ostatecznie się nie udaje, i to właśnie zdaje się być największym dramatem. Tylko argument przetargowy nieco słaby, przynajmniej ich moi nie przekonujący. Nobody’s perfect? Please, ja bym tam i tu zwaliła to i tamto na Akona, albo innego złego dybuka.*
*(Choć TAK na prawdę i nie na kłamstwo to NIE, ale takie zakończenie pasowało).
18 Styczeń 2012 o 8:07 pm
[...] drogę wpisu, rzeczona Santi (sans 0!) przedstawia nam dziś swoje ”Big Mouth” that strikes again, jakby to rzekł Morrissey, gdybyśmy oddali mu głos i ustawili mikrofon. Kwestie tego, „co [...]