Ruchomy obrazek: We Have Band

23 Styczeń 2012

We Have Band! Oni Mają Bandę! A Ci, co Mają Band, informują, że 29 stycznia ukaże się ich drugi album pod zacnym tytułem Ternion. Jako jego zwiastun Band wypuścił wideo do audio zatytułowanego ”Where Are You People?”. Ruchomy, niezwykle efektowny obrazek wyreżyserował niejaki Alex Turvey. Za inspirację miał posłużyć surrealistyczny film Alejandra Jodorowsky‘ego Święta Góra z 1973 roku. (Tak w szczególe, ten chilijski reżyser w swojej filmografii posiada obraz zatytułowany nomen omen … Tusk, co w języku Szekspira znaczy ponoć ”kieł”, ale w naszym narzeczu może określać wyłącznie ”Złego Kaszuba”, wiadomo). Dla lepszego zestawienia zestawiamy oba rzeczone materiały filmowe (sic!). Tak koincydentalnie, mistycznie oraz kosmicznie składa się, że na wspomnianą Świętą Górę będzie można wspiąć się już 26 stycznia za pomocą seansu w rodzimej TVP Kultura. Warto nastawić dvr chociażby dla sceny, w której z martwej piersi osobnika płci męskiej wylatują ptaki, a międzyczasie pomóc Bandowi w odpowiedzi na pytanie, ”Gdzie Podziali się Ludzie”, no gdzie?


*

źródełko: dn

Dźwięki: BAMBI

20 Styczeń 2012

Nikt w tej części przestrzeni wirtualnej nie będzie się kłopotał, bawił w jakiegoś amatora-kopistę i zajmował wklejaniem biogra-mów/fii. Jeśli życzysz sobie, szanowny cyber-wędrowcze, dowiedzieć się czegoś o Azealii Banks, musisz dokonać tego własnymi klikającymi ”ręcami”. Jako skromny generator treści niewartościowych (i niewiarygodnych!), ograniczę się jedynie do stwierdzenia, iż smarkula naprawdę nieźle się rozkręca, choć trudno jednoznacznie powiedzieć, do czego. Na chwilę obecną już któryś Z kolei Z jej kawałków muzyki zagościł w uszach słuchaczy. Tytuł tego ostatniego, w szczególności wartego odnotowania to – jak podpowiada oprawa wizualna stworzona na podstawie ”dyszących” archiwaliów – ”BAMBI”. W rytm utworu, wyprodukowanego przez Paula Epwortha (m.in. Adele’owe ”Rolling In The Deep”, szczęśliwie NIE ”Someone Like You”, uff!), zdążyły już przejść się modelki o sarnich – jak mniemam – nogach na paryskim pokazie szmat Thierry’ego Muglera, który odbył się w ramach trwającego tamże tygodnia mody bez urody. Ich moi wydaje się, iż ”BambiiAzealii (wiadomo-sic!) idealnie pasowałby również jako dźwiękowe tło pod takie pierogi z sarniną, będące doskonałym sposobem na ostatecznie rozwiązanie kwestii oraz triumfalne wchłonięcie, a następnie wydalenie wszelkich, zatruwających mózg disney’owskich miraży. Bon Appétit!

Ruchomy obrazek: Santigold

18 Styczeń 2012

To musiało się w końcu stać. Musiało pojawić się coś takiego, co wyprowadziłoby, choć na chwilę, ten skromny „blożek” ze stanu über-supra-hyper-hibernacji. Czymś takim jest najnowsza produkcja audio-telewizyjna Santigold, która kiedyś ukrywała się pod jakże odmiennym, przeciwnym pseudonimem SantOgold, o czym było wspomniane nie raz, bo dwa, i co również zostanie przypomniane w przyszłości. Nie raz, nie dwa. Bo może nawet trzy! We will never forget, by tak rzec najczystszą mową mickiewiczowską. Wyjeżdżając jednak z tego objazdu z powrotem na główną drogę wpisu, rzeczona Santi (sans 0!) przedstawia nam dziś swoje ”Big Mouththat strikes again, jakby to rzekł Morrissey, gdybyśmy oddali mu głos i ustawili mikrofon. Kwestie tego, „co ci przypomina widok znajomy ten”, odłóżmy na bok, bowiem plansze do grania w niekończący się quiz na ilość zgromadzonych asocjacji w jednej notce zdążyły się już nieco wytrzeć, a ich rogi zagiąć. Podobnie należałoby postąpić w przypadku zagadnień czysto dźwiękowych, ale dobrze, niech będzie – zaprzeczmy poprzedniemu zdaniu i wyklikajmy to po raz pierwszy i ostatni zarazem: ”Big Mouth” -> ”Run The World (Girls)” -> ”Pon de Floor” / ”(We Stay) Up All Night” [via Buraka Som Sistema]. Niniejszym nie pozostaje nic innego, niż pożegnać się bardzo kulawym trójwersem, (będącym jednocześnie debiutem poetyckim wyżej podpisanego generatora treści, który lubuje się w pisaniu w drugiej osobie liczby mnogiej oraz w trzeciej osobie … o sobie):

WSZYSTKO jest JEDYNIE
kolejną wersją
Jakiejś wersji.


PS Wersja twórczyni ”L.E.S. Artistes” jest oczywiście udaną wersją. Innych wersji.
PS 2 Wersja ta wiosną znajdzie się na drugim albumie L’artiste-ki zatytułowanym Master of My Make Believe, gwoli informacji.

BORZE.

24 Grudzień 2011

Najlepsze życzenia radosnych celebracji à rebours przesyła Wasz prosty generator treści, tudzież kontentu, prosto z drogi z ”Blood Banku”. Jeśli w Wasze ręce wpadła przypadkiem książka niejakiego Bryana Bruce‘a pt. Jezus. Dowody zbrodni, albo inne opracowanie na temat Jesúsa historycznego, wiecie, iż nie ma się czym podniecać, by tak sparafrazować Boba Dylana w polskim narzeczu (patrz: ”All Along The Watchtower”). To po prostu zwyczajny dzień, by wspomnieć Stevensa Sufjana i jego Pokojową Gwiazdkę (vide: ”Christmas in the Room”). Och, BORZE.

SAD SONGS ”4” (sans Beyoncé) DIRTY LOVERS

27 Listopad 2011

Próba wpisania wpisu poświęconego smutnym piosenkom dla nieczystych kochanków, do których przypadkowi ludzie kręcą widea całkiem nieprzypadkowe, bo bliźniaczo ilustrujące jazdę pojazdami mechanicznymi po jakich Autobahnach przy zacinającym zewsząd śniegu – nie powiodła się. Próbuje się zatem wpisać tu. Pierwotnie owe bliźniacze zderzenie miało zostać wklejone w to miejsce gorącym sierpniem. Niestety, niesprzyjające warunki atmosferyczne uniemożliwiły tę czynność. Było po prostu za zimno na zimne utwory, zabrakło kontrastu. Niemniej teraz jest już tak, jak powinno teraz być, a oficjalny sezon zła i zimna możemy uznać za otwarty. Nadmieńmy również, iż dziś wypada przedostatni w tym roku dwudziesty siódmy dzień miesiąca. Tak to sobie piszę, ten nieużyteczny fakt, bo akurat mię martwi.

*

*

*

Ruchomy obrazek: The Weeknd

25 Listopad 2011

Na kolana, chamy. Szczeny w dół, niewierni. Niech obrazy przemówią. Parafrazując pewnego jankeskiego barda na banjo, słowa to zbędne ustrojstwo. Szczególnie w tym przypadku.

Bowiem niebywałą wizję utworu ”The Knowing”, który zamyka miks-taśmę House Of Balloons skompletowaną przez wyjątkowo zdolnego skubańca, niejakiego Abela Tesfaye, przedstawia inny wyjątkowo zdolny skubaniec, reżyser Mikael Colombu. Nie pozostaje nic innego do wyklikania. Stosownego Weekndu.

Ruchomy obrazek: WU LYF

16 Listopad 2011

Odkąd grupa WU LYF, której ruchome wizualia wypłynęły właśnie na cyfrowe wody blogosfery – o czym za chwilę, pojawiła się na muzycznej scenie, wielu snuje teorie, przedstawia argumenty ”za” bądź też ”przeciw” głębokości, tudzież płytkości i naiwności tego muzycznego projektu. Pojawiają się nawet głosy, iż jest to jedynie niezal (vide indie) ekwiwalent hiphopowego kolektywu Odd Future. No nic mnie nie wiadomo na ten bez wątpienia ważki oraz zajmujący temat. Na mój chłopski rozum prosto z suburbiów WU LYF jest raptem dźwiękową imaginacją; tym, co byłoby, gdyby z dźwiękowej miłości Animal Collective i Sigur Rós narodził się bardzo, bardzo, BARDZO wrzeszczący, nieznośny i przesmarkaty dzieciak. Takie są najlepsze, zwłaszcza nie wymagany jest bezpośredni kontakt z nimi. W każdym razie, tenże krzykliwy smarkacz rzucił w ekrany odbiorników swoim nowym wideoklipem, zrealizowanym do najradośniejszej, najszczęśliwszej, najpozytywniejszej ostatnio dla mnie pieśni, która jako jedyna jest zdolna wyciągnąć zainteresowaną z postępującego, listopadowego Marazmu, wiadomo. W obrazku, zgodnie z panującą ostatnimi czasy tendencją, patrz: ”The SuburbsArcade Fire, ”Midnight CityM83, mamy tzw. młodzież, biegnącą przez suburbia, tereny rolnicze, leśne, nadmorskie czy inne szeroko pojęte środowisko naturalne, inaczej łono natury. To, co zewnętrzne nie jest jednak w tym wypadku najistotniejsze. Bardziej bowiem liczy się poruszana tutaj kwestia, to znaczy … R WE BROS? WE BROS <3

Kółeczko chili kącik … zapoznawczy: MC Marazm

16 Listopad 2011

Czy listopadł i już was dopadł, zacni marynarze Mórz Cyfrowych? Na ten wszechogarniający marazm niezbędny jest MC Marazm. Został on (na)trafiony zupełnie przypadkowo, jako że nie znam typa w żaden z możliwych dziś sposobów znania osób, a warto przypomnieć, iż są to sposoby następujące: personalny (inaczej fejs dwa fejs), z widzenia (tj. jeden fejs sans dwa fejs), ze słyszenia (1 ucho bez 2 ucha; możliwy też telefon, co działa w dwie strony), po zapachu (bez szczegółów), epistolarny (vel penpalsowy czy jaki), środek poznania możliwy dzięki wątpliwej uprzejmości mediów elektronicznych (komputery z internetami z przeglądarkami z fejsami, z ćwierkaczami i z innymi substytutami), środek poznania możliwy dzięki wątpliwej uprzejmości mediów vintage’owych (radio, telewizja, prasa) lub INNE środki. Dyskusyjnie aktualna twórczość wspomnianego emm!ce zdaje się być za to o wiele bardziej chętna poznania, więcej niż on sam w każdym razie. Można uzyskać dostęp do niej za pośrednictwem strony i jej podstron mieszczących się pod adresem www.mcmarazm.com. Wskazane jest także skorzystanie z poniżej wklejonego narzędzia odsłuchowego. AVE MALARNIA! Prosi się przygotować uszy na obcowanie z wybitnie szczególnymi, błyskotliwymi pomimo wszechobecnego mroku, pełnymi marazmu, beznadziei, zastoju, letargu, uwiądu, bezruchu, jałowizny, niemocy, martwoty, impotencji, inercji, bezwładu, apatii, posuchy, pasywizmu, stagnacji, zniechęcenia, frustracji, otępienia, odrętwienia, tępoty, drętwoty, rezygnacji, gnuśności, bierności, obojętności, zobojętnienia, bezwolności, niechęci do czynu, stanów odrętwienia (och, ten słownik synonimów!) lirykami formułowanymi do muzyki, która mogłaby brzmieć jak Mikołaj, gdyby nie zbił mu się Słooik (vide Nicolas Jaar, żeby nie było). To się ponoć samo zwie ”kuchenny rap”. Niech będzie, to nie jest czas na kłótnie. Pokój. Z kuchnią.

Smętarz Żur, éd. 11/11

1 Listopad 2011

Selecta!, naciśnij rewind do zeszłorocznych funeralnych refleksji. A gdyby przycisk nie zadziałałby, oto i są równie smętarne nowe. Tegorocznym rokiem (?) idą one (w sensie: te refleksyje, namyślunki) w rytm ”Do you realise??The Flaming Lips, którzy jak (nie)wiadomo byli poprzednikami Suf Stevensa i Coldplay w koncertowym rzucaniu confetti, balonów i innych odpustowych gadżetów, mających na celu zbałamucić tłumy (tak w nawiasie – Sufjan i Coldplay na równych prawach jednego zdania, a co za tym idzie jednej linijki, nieco zgrzytają oraz bolą). Gdyby jednak poniższy przekaz tekstowy oddany w przepyszny, muzyczny sposób nie zadziałał, pozostaje powyższa wiadomość obrazkowa. Za wszystkich Świet(n)ych!

Ruchomy obrazek: Rihanna

20 Październik 2011

Oto moja teoria dotycząca wideoklipów Beyoncé: ją samą kręcą w technologii HD z lampą ring light i wszelkimi możliwymi magicznymi obiektywami używanymi w programie Oprah, a wszystkich pozostałych na gównianym sprzęcie z lat ’90-tych.

… co tłumaczy, dlaczego współuczestnicy teledysków B (tancerze, KTOKOLWIEK, itp.) na ekranie wyglądają wręcz poszarzale oraz tak jakby nad ich głowami zainstalował się wieczny, mroczny cień, podczas gdy nad protagonistką nieustannie wisi dumne, nienaturalne – nawet jak na warunki taśmy filmowej – żarzące się, nomen omen – ”HALO”.

(… to także jest te miłe uczucie, gdy czyjeś słowa, układające się w przekonującą teorię, potwierdzają twoją własną, która przedtem wydawała się nieprzekonująca, choć może nie tyle tobie, co innym. A zatem wdzięczność Lainey).

Wielce prawdopodobne, iż przy manufakturze najnowszego bardzo krótkiego metrażu Rihanny również użyto niejednej świetlnej różdżki. Jednak nie jest to tak znowu jasne (sic!), ponieważ twórcy zrobili go (i NAS) na szaro, w niezwykle chodliwej obecnie technice, cyfrowo próbującej osiągnąć efekt podobny do tego osiągalnego za pomocą amatorskiego filmu Super 8 (ja myślę?). I tym sposobem lekkiemu kawałkowi muzyki pt. ”We Found Love”, z łatwością mieszczącemu się w szufladzie z napisem: (nie)winne przyjemostki, towarzyszy fabuła przywodząca na myśl ciężkie gatunkowo produkcje jak chociażby Trainspotting, Requiem dla snu, czy może przede wszystkim w tym przypadku teleserię Skins. Wrażenie? Wow, co znaczy także le wahou de Cassie.

Czytaj resztę wpisu »

O(d)żywcza Godzina

6 Październik 2011


Wprawdzie w formie zdrobnienia, ale jak podaje źródło, ”godzinka” to „w Kościele katolickim: poranne nabożeństwo do Matki Boskiej, składające się z modlitw śpiewanych; też: same te modlitwy”. Swoje – bardzo bogate zresztą – godzinki miał także niejaki książę du Berry. Godzinę (sans ”k”) ma w tytule również nowy projekt DM Stitha, który na cyfrowych łamach MD.wrdprss.com po raz pierwszy zagościł przy okazji zrelacjonowanej tu wizyty Sufjana Stevensa w stolicy nadwiślańskiej krainy. Teraz wraz z Johnem Markiem Laphamem (JM&DM, wiadomo) pod odrodzeńczym szyldem, tj. The Revival Hour, muzycy nagrali to, co można usłyszeć poniżej (a następnie zakupić za całe, choć małe 2 dolary tu), a czego opisywaniem nie będę się kłopotać, ponieważ wydało moi się to tak znakomite, i właśnie – ożywcze, że naprawdę nie potrzebuję dostukiwać żadnej akompaniującej pisaniny. Poza tym na razie minimalistyczną inicjatywę muzyczną należy ująć w sposób równie minimalistyczny. Na razie. Do czasu. Na godzinę.

PS 1 Czy powyższa fotografia nie sprawia, że myśli samoistnie biegną w kierunku książki/filmu Where the Wild Things Are, tudzież Gdzie mieszkają dzikie stwory?
PS 2 Czy na podstawie lektury tego przesoczystego wywiadu z autorem ww. dziełka, Maurice’m Sendak dla Guardiana, nie dochodzi się do prostego wniosku, iż jest on niezłym skurczybykiem? Oczywista, na +

Ruchomy obrazek: Frank Ocean

16 Wrzesień 2011

Frank Ocean nie wziął pod uwagę objawów syndromu ”nadbałtyckiej neurozy” i szalejącym wrześniem pozwolił wyjść z portu swej kreatywności ruchomym obrazkom do utworu ”Swim Good”, który, jak to u Oceana, mówi o potrzebie zaznania oceana, tudzież kąpieli właśnie w nim. Zdaje się, iż jest to najulubieńszy kawałek darmowego albumu nostalgia/ultra Autora Wpisu. Oczywiście, początkowo zupełnie inaczej go sobie wizualizował. Choć oczy wewnętrzne widziały raczej fragmenty niedoścignionych ”Sześciu stóp pod ziemią” (ze względu na padające pojęcia: black suit & funeral), ostatecznie za sprawą reżysera, niejakiego NABILa, oczom zewnętrznym ukazał się materiał filmowy trącący bardziej (lub mniej) Jarmuschowskim Ghost Dogiem: Drogą Samuraja. W sumie (i w różnicy) też dobrze. Ponoć oranże niezwykle w Vogue’u w tym sezonie. I podobno w buddyzmie symbolizują wyzbycie się pragnień, te oranże. Niesamowicie przystają zatem do Frankowego przekazu zawartego w Oceanowym dziele.


Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 53 other followers